Oficjalnie ogłaszam, że zwiedzanie domów jest niesamowicie nudne. Bo co ciekawego jest w wchodzeniu do gabinetu, albo siłowni? Nic.
Zszedłem na dół do salonu. Zostałbym tam dłużej sprawdzając miękkość kanapy jednak wolałem podążyć do jak się okazało kuchni w której Alex zawzięcie coś robił. Stanąłem cichutko w progu przyglądając się mu. Był całkowicie inny. Taki skupiony na tym co robił i jakby nieobecny. Chyba pichcił jakąś zupę, bo co chwilę wrzucał do garnka, a to warzywa, a to jakieś przyprawy. Jakoś mało mnie to obchodziło. Bardziej mnie interesowała jego sylwetka okryta szkarłatną jedwabną koszulą schowaną w jeansowych spodniach, które idealnie podkreślały jego smukłe i długie nogi. Miałem już zmięknąć i do niego podejść, gdy coś mi się nie spodobało. Alex wyjął jakąś torebeczkę z kieszeni. Była w niej jakaś mała biała tabletka. Wrzucił ją do garnczka i porządnie wymieszał całość. Zmrużyłem oczy i coś mnie tknęło. Co to mogła być za tabletka? I co ważniejsze. To dla mnie czy dla Alana?
Nie chciałem tam dłużej stać, ale nie chciałem też uciekać, więc odepchnąłem się od futryny i ruszyłem do wnętrza pomieszczenia.
- Co to? - rzuciłem znudzonym tonem.
- Kaien.. Dawno wstałeś? - był zaskoczony moim pojawieniem.
- Przed chwilką. Od razu poczłapałem na dół i oto jestem. - wyrzuciłem ręce na boki. - Too.. co to i dla kogo? - dopytywałem się.
- Dla ciebie. - powiedział od razu przelewając trochę zupy jak się okazało do głębokiego talerza i podając go mnie z łyżką. Przyjąłem go i usiadłem do stołu.
- Nie jesz? -spytałem wiedząc, że nie zamierza sobie nakładać.
- Jakoś nie mam na razie ochoty. Później zjem. - odparł i wyszedł.
Dobra, albo to było podejrzane, albo ja jestem dziwny i wymyślam. Jeszcze raz. Co się działo. No więc. Podziwiałem sobie bezczelnie Alexa, gdy ten gotował, dokładnie przyjrzałem się każdej części jego ciała i każdemu ruchowi, Alex dodał do zupy jakąś tabletkę, a potem wepchnął mi talerz z tym czymś w środku. Na dodatek nie zjadł ze mną tylko wyszedł. Tak to na pewno jest dziwne i podejrzane. Teraz inna sprawa. Jeść to czy gdzieś wyrzucić? Coś tak myślę, że nie należy tego spożywać.
Wylałem całą zawartość talerza do wielkiej donicy w której stała ogromna paproć i opuściłem kuchnię. Nie ma głupich, trzeba się gdzieś ukryć. Tylko gdzie? On pewnie zna każdy kąt w tym domu. W końcu jest jego właścicielem.
Znalazłem się w salonie. Skręciłem w pierwszy korytarz i otworzyłem pierwsze lepsze drzwi. Zamknąłem je szybko i powoli obróciłem się tyłem do nich, po czym zapaliłem światło.
- O kurwa. - wyszeptałem w szoku chociaż chciałem krzyczeć. To co zobaczyłem sprawiło, że wcześniejszy posiłek znalazł drogę powrotną przez przełyk i wylądował przede mną. - Ja pierdole. - powiedziałem wycierając usta i podnosząc wzrok. Pod ścianą naprzeciw mnie leżał Alan z wyprutymi flakami w ogromnej kałuży krwi. Jedno oko miał otwarte szeroko, jakby w szoku, a drugiego nie było. Ba.. Mało tego. Połowy twarzy nie było! Przeraziłem się nie na żarty. To zrobił Alex? Co w takim razie chciał zrobić ze mną? Ta tabletka na pewno była dla mnie. Teraz to oczywiste. Nie chciał, żebym się zabijał, nie chciał być moim panem i nie chciał, żebym odchodził.
- Chciał się mnie pozbyć. - powiedziałem w szoku i osunąłem się na kolana. Podniosłem się po jakimś czasie i zacząłem krążyć gorączkowo w tę i z powrotem po pomieszczeniu. Co Alan mu zrobił, że tak go zmasakrował? To nie jest normalne.
W końcu rozejrzałem się po całym pomieszczeniu chcąc się nieco uspokoić. Ominąłem wzrokiem martwego Alana i spojrzałem wprost w jego oko leżące w jednym z kątów pomieszczenia. Automatycznie zacisnąłem powieki i zacząłem spazmatycznie oddychać. To było obrzydliwe. Nie chciałem tam być. Wybiegłem z pomieszczenia i wróciłem do salonu. Zacząłem szukać drzwi na zewnątrz. Musiałem uciec. Nie mogłem tam zostać. Alex by mnie zabił. Tylko czy zrobiłby to szybko, czy powoli, żeby mieć przyjemność ze słuchania mojego krzyku.
W końcu zobaczyłem ogromne drzwi wejściowe. Nie myśląc pobiegłem w ich stronę, ale nie dobiegłem. Przede mną pojawił się znikąd Alex bawiący się nożem.
- Kaien.. Nie śpisz? - spytał zdziwiony. Fajnie wiedzieć co za tabletkę dodał do zupy. Serio super!
- Nie, ale ja już pójdę. Chciałem wyjść do ogrodu. - powiedziałem z naiwnością, że mnie wypuści i chciałem go wyminąć. O dziwo minąłem go bez przeszkód. Wyciągnąłem dłoń w stronę klamki i zrobiło się przeraźliwie ciemno, głowa zaczęła pulsować tępym bólem, a ja odleciałem.
Zainteresowani
wtorek, 17 września 2013
wtorek, 10 września 2013
14.
Miało nie byś wstępów, ale mam nowe tło i chciałam wam wraz z autorem grafy pokazać jak można coś takiego zrobić http://www.youtube.com/watch?v=hBRyVgnyAZs
_________________________________________________________________________________
- O Kaien. Już nie śpisz? - spytał jak gdyby nigdy nic. Co on nie widzi, że pyta?
- Nie śpię Panie. - odparłem. Dopiero teraz zauważyłem, że od jakiegoś czasu przestałem się tak do niego zwracać. Trzeba będzie wtłuc to sobie w końcu do głowy.
- Coś się stało? - spytał mnie zdziwiony.. Tylko czym?
- Nie Panie.. Dlaczego pytasz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie spoglądając na niego.
- Po prostu znowu zacząłeś mnie tak nazywać. To jak dla mnie oznacza, że coś jest nie tak. - powiedział zaczynając smyrać mnie palcami po plecach.
- Wszystko w porządku, po prostu przypomniałem sobie kim jestem, od czego tu jestem i kim Ty dla mnie jesteś Panie.
- Dobrze, a więc od teraz nie jestem już twoim panem. - wiedziałem, oto moment, w którym oficjalnie się mnie pozbędzie. Nawet nie czekając na to co powie wstałem i udałem się do ubikacji. Wyjąłem większy kawałek szkła i wróciłem do niego.
- Pozbędziesz się mnie tu, czy zejdziemy do piwnic? A może sam mam to zrobić? - wyciągnąłem w jego stronę dłoń ze szkłem. Na jego twarzy wymalowany był szok. Nie wierzył, że mówię to tak spokojnie? Ja sam nie wierzę, w środku płaczę i błagam o litość, ale to tylko w środku. - Przecież mnie nie wypuścisz po tym co się tu stało prawda? - byłem niesamowicie opanowany. Widziałem jak P.. ten mężczyzna to otwiera to zamyka usta chcąc coś powiedzieć, jednak chyba nie jest w stanie. - Rozumiem, że mam to zrobić sam. W piwnicach? - dopytałem, ale odpowiedź nie nadeszła. Co go tak zaskoczyło? Moja odwaga? Phi.. - Uznam tą ciszę jako pozwolenie na przejście do piwnic. - zakończyłem i obracając się skierowałem kroki do drzwi. Za sobą słyszałem jakiś szelest, a potem kroki, czyli chce to zobaczyć. Coś mnie zatrzymało gdy byłem już pod drzwiami i łapałem za klamkę. Tym czymś okazał się mój były właściciel obecnie wtulający się w moje plecy. Wyrwałem się. Jeśli bym został w jego ramionach nie dałbym rady ze sobą skończyć.
- Co ty wyprawiasz? - spytałem nie okazując mu już żadnego szacunku, bo przecież nie musiałem.
- Kto kazał ci ze sobą kończyć? - patrzył na mnie zupełnie jak nie on.
- Więc czego ode mnie chcesz? - niech się wypowie i już nic nie przedłuża.
- Zostań ze mną. Nie jako niewolnik, ale jako osoba, która jako pierwsza wtargnęła do mego serca. Zawładnęła nim i nie pozwoliła o sobie zapomnieć. Jako mój kochanek, pan i władca. Po prostu zostań i daj się pokochać. - słuchałem go z niedowierzaniem. Co on właśnie powiedział? Nie byłem w stanie się ruszyć, a chciałem uciec. Dlaczego ciało mnie nie słucha? Nie zareagowałem nawet, gdy podszedł do mnie i objął delikatnie. Dopiero gdy mnie pocałował rozszerzyłem oczy w szoku i odepchnąłem go od siebie. Szkło wypadło mi z rąk, a ja po prostu uciekłem z pokoju błądząc po całej rezydencji. W końcu zatrzymałem się w gigantycznej bibliotece. Zaszyłem się tam w najciemniejszym kącie jaki udało mi się znaleźć i starałem się uspokoić rozszalałe serce zadające mi w tym momencie ogromny ból. Nawet nie wiem kiedy zacząłem płakać. Ze szczęścia? Szoku? Bólu? Sam nie wiedziałem. Na moje nieszczęście po jakimś czasie mnie znalazł. Byłem już padnięty, a gdy wziął mnie w ramiona po prostu odpłynąłem.
- Kaien wstawaj.. musisz coś zjeść. - mówił ktoś pięknym głębokim głosem. Ale chwila, przecież ten głos.. no tak, znalazł mnie. Podniosłem powieki i zdałem sobie sprawę, że na powrót jestem w jego sypialni. Niespiesznie przewróciłem się na drugi bok gdzie moim oczom ukazał się lekko uśmiechnięty.. właściwie to nie wiem jak mam się do niego zwracać. Przecież nie jest już moim panem. Jestem wolny.
- Emm.. ja nie jestem głodny. - powiedziałem i już chciałem iść dalej spać, gdy on usiadł koło mnie i podnosząc mnie lekko zaczął karmić. No chyba mu odbiło. Skoro powiedziałem, że nie jestem głodny to nie jestem. Przełknąłem to co już wylądowało w moich ustach i zacisnąłem mocno wargi.
- Nie wygłupiaj się. Musisz przytyć, jesteś taki chudy. - a myśli, że czyja to zasługa?
- Powiedziałem, że... - wredny wykorzystał ten moment, żeby wepchnąć mi kolejną porcję do buzi. Czy ja jestem jakimś dzieckiem? No chyba nie.
Nie ważne jak narzekałem, to on i tak dopiął swego. Podstępny.
- Słuchaj eee.. - i się zaciąłem. Nadal nie wiem jak go nazywać.
- Alexander - chyba zauważył o co mi chodzi.
- No więc słuchaj Alex, teraz nie jestem już twoją własnością, więc nie życzę sobie całowania mnie, zmuszania do czegokolwiek i dotykania. - powiedziałem stanowczo i nie czekając na jego odpowiedź obróciłem się w drugą stronę. - Dobranoc. - mam nadzieję, że nie przesadziłem. Przecież to jego dom. Najwyżej jak mu się coś nie spodoba to opuszczę tą posesję. Leżałem dłuższy czas sam w sypialni próbując zasnąć, jednak sen nie nadchodził. Nie dziwię się, bo ostatnio tylko śpię. Jako, że byłem tu tylko ja to postanowiłem pozwiedzać. Obym tylko nie natknął się na Alexa.
_________________________________________________________________________________
- O Kaien. Już nie śpisz? - spytał jak gdyby nigdy nic. Co on nie widzi, że pyta?
- Nie śpię Panie. - odparłem. Dopiero teraz zauważyłem, że od jakiegoś czasu przestałem się tak do niego zwracać. Trzeba będzie wtłuc to sobie w końcu do głowy.
- Coś się stało? - spytał mnie zdziwiony.. Tylko czym?
- Nie Panie.. Dlaczego pytasz? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie spoglądając na niego.
- Po prostu znowu zacząłeś mnie tak nazywać. To jak dla mnie oznacza, że coś jest nie tak. - powiedział zaczynając smyrać mnie palcami po plecach.
- Wszystko w porządku, po prostu przypomniałem sobie kim jestem, od czego tu jestem i kim Ty dla mnie jesteś Panie.
- Dobrze, a więc od teraz nie jestem już twoim panem. - wiedziałem, oto moment, w którym oficjalnie się mnie pozbędzie. Nawet nie czekając na to co powie wstałem i udałem się do ubikacji. Wyjąłem większy kawałek szkła i wróciłem do niego.
- Pozbędziesz się mnie tu, czy zejdziemy do piwnic? A może sam mam to zrobić? - wyciągnąłem w jego stronę dłoń ze szkłem. Na jego twarzy wymalowany był szok. Nie wierzył, że mówię to tak spokojnie? Ja sam nie wierzę, w środku płaczę i błagam o litość, ale to tylko w środku. - Przecież mnie nie wypuścisz po tym co się tu stało prawda? - byłem niesamowicie opanowany. Widziałem jak P.. ten mężczyzna to otwiera to zamyka usta chcąc coś powiedzieć, jednak chyba nie jest w stanie. - Rozumiem, że mam to zrobić sam. W piwnicach? - dopytałem, ale odpowiedź nie nadeszła. Co go tak zaskoczyło? Moja odwaga? Phi.. - Uznam tą ciszę jako pozwolenie na przejście do piwnic. - zakończyłem i obracając się skierowałem kroki do drzwi. Za sobą słyszałem jakiś szelest, a potem kroki, czyli chce to zobaczyć. Coś mnie zatrzymało gdy byłem już pod drzwiami i łapałem za klamkę. Tym czymś okazał się mój były właściciel obecnie wtulający się w moje plecy. Wyrwałem się. Jeśli bym został w jego ramionach nie dałbym rady ze sobą skończyć.
- Co ty wyprawiasz? - spytałem nie okazując mu już żadnego szacunku, bo przecież nie musiałem.
- Kto kazał ci ze sobą kończyć? - patrzył na mnie zupełnie jak nie on.
- Więc czego ode mnie chcesz? - niech się wypowie i już nic nie przedłuża.
- Zostań ze mną. Nie jako niewolnik, ale jako osoba, która jako pierwsza wtargnęła do mego serca. Zawładnęła nim i nie pozwoliła o sobie zapomnieć. Jako mój kochanek, pan i władca. Po prostu zostań i daj się pokochać. - słuchałem go z niedowierzaniem. Co on właśnie powiedział? Nie byłem w stanie się ruszyć, a chciałem uciec. Dlaczego ciało mnie nie słucha? Nie zareagowałem nawet, gdy podszedł do mnie i objął delikatnie. Dopiero gdy mnie pocałował rozszerzyłem oczy w szoku i odepchnąłem go od siebie. Szkło wypadło mi z rąk, a ja po prostu uciekłem z pokoju błądząc po całej rezydencji. W końcu zatrzymałem się w gigantycznej bibliotece. Zaszyłem się tam w najciemniejszym kącie jaki udało mi się znaleźć i starałem się uspokoić rozszalałe serce zadające mi w tym momencie ogromny ból. Nawet nie wiem kiedy zacząłem płakać. Ze szczęścia? Szoku? Bólu? Sam nie wiedziałem. Na moje nieszczęście po jakimś czasie mnie znalazł. Byłem już padnięty, a gdy wziął mnie w ramiona po prostu odpłynąłem.
- Kaien wstawaj.. musisz coś zjeść. - mówił ktoś pięknym głębokim głosem. Ale chwila, przecież ten głos.. no tak, znalazł mnie. Podniosłem powieki i zdałem sobie sprawę, że na powrót jestem w jego sypialni. Niespiesznie przewróciłem się na drugi bok gdzie moim oczom ukazał się lekko uśmiechnięty.. właściwie to nie wiem jak mam się do niego zwracać. Przecież nie jest już moim panem. Jestem wolny.
- Emm.. ja nie jestem głodny. - powiedziałem i już chciałem iść dalej spać, gdy on usiadł koło mnie i podnosząc mnie lekko zaczął karmić. No chyba mu odbiło. Skoro powiedziałem, że nie jestem głodny to nie jestem. Przełknąłem to co już wylądowało w moich ustach i zacisnąłem mocno wargi.
- Nie wygłupiaj się. Musisz przytyć, jesteś taki chudy. - a myśli, że czyja to zasługa?
- Powiedziałem, że... - wredny wykorzystał ten moment, żeby wepchnąć mi kolejną porcję do buzi. Czy ja jestem jakimś dzieckiem? No chyba nie.
Nie ważne jak narzekałem, to on i tak dopiął swego. Podstępny.
- Słuchaj eee.. - i się zaciąłem. Nadal nie wiem jak go nazywać.
- Alexander - chyba zauważył o co mi chodzi.
- No więc słuchaj Alex, teraz nie jestem już twoją własnością, więc nie życzę sobie całowania mnie, zmuszania do czegokolwiek i dotykania. - powiedziałem stanowczo i nie czekając na jego odpowiedź obróciłem się w drugą stronę. - Dobranoc. - mam nadzieję, że nie przesadziłem. Przecież to jego dom. Najwyżej jak mu się coś nie spodoba to opuszczę tą posesję. Leżałem dłuższy czas sam w sypialni próbując zasnąć, jednak sen nie nadchodził. Nie dziwię się, bo ostatnio tylko śpię. Jako, że byłem tu tylko ja to postanowiłem pozwiedzać. Obym tylko nie natknął się na Alexa.
wtorek, 3 września 2013
13.
A może by tak udawać, że jeszcze śpię? Może się nie połapie? Albo
od razu zacznę przepraszać. Chyba jednak zostanę przy tym pierwszym. Szybko na
powrót zamknąłem oczy, jednak jak się spodziewać można nie nabrał się.
- Serio, tak chcesz się bawić? Dobra
uznajmy, że dalej śpisz. - usłyszałem rozbawiony głos Pana. Ehhh no nic. Nie ma
co leżeć jak ta kłoda. Dowiem się szybko o co chodzi, znając moje szczęście to
oberwę, potem będę ryczeć i znowu chwila wytchnienia.
- Nie.. Dlaczego jeszcze mnie nie ukarałeś
Panie? - spytałem podnosząc się lekko. Ból co prawda jest troszeczkę mniejszy,
ale minie jeszcze jakiś czas zanim będę mógł się normalnie poruszać.
- Ukarać cię? Za co? - spytał zdziwiony.
Jak to? Nie chce mnie ukarać? A może się ze mną bawi?
- Znam ten wzrok. Oznacza, że zrobiłem coś
źle. - odparłem spokojnie. Pan popatrzył na mnie przez chwilę po czym wstał.
Zacisnąłem mocno powieki oczekując ciosu. Jakie było moje zdziwienie, gdy
zamiast niego poczułem jak materac obok ugina się, a Pan bierze mnie w ramiona
i przytula delikatnie.
- Bałem się o ciebie. - wyszeptał. - Jak
wszedłem do sypialni, a ciebie nie było na prawdę zacząłem się bać. serce
waliło mi jak młotem. Jak zobaczyłem cię dryfującego w wannie prawie dostałem
zawału. Chyba zasnąłeś. Prawie cię straciłem. - dodał głaskając mnie delikatnie
po głowie. Jak to stracił? Ja się nigdzie nie wybieram. - Nie rób mi już tego.
Nie strasz mnie tak więcej. - dokończył po czym delikatnie ucałował czubek
mojej głowy. On się chyba o mnie nie martwił nie? To nie możliwe.
- Po co mi to mówisz Panie? - rzekłem
sucho. Sam się zdziwiłem tym chłodem w moim głosie. - Przecież jestem tylko
twoim niewolnikiem, w dodatku zastąpiłeś mnie teraz Alanem. Ja już nie jestem
ci potrzebny, więc po co wypowiadasz do mnie takie słowa? - czy on nie widzi
ile bólu mi zadaje mówiąc takie słowa? Odsunął mnie od siebie po czym spojrzał
zdziwiony.
- Uważasz, że cię zastąpiłem? - spytał
niedowierzająco. Wstał i zaczął się przechadzać w tę i z powrotem po pokoju. -
Jakbym cię zastąpił to po co wzywałbym do ciebie lekarza? Po co opatrywałbym
twoje rany? Po co przenosiłbym cię do swojej sypialni? Po cholerę wyciągałbym
cię z wanny i ratował życie? Jaki miałbym w tym cel? – był zły i to bardzo. Zastanówmy
się, jaki mógłby mieć w tym cel? Wiem!
-
Dla zaspokojenia sumienia? A może to była chęć zobaczenia jeszcze większego
bólu na mojej twarzy, gdy już się mnie pozbędziesz.. Panie? – odpowiedziałem pytaniem
na pytanie. Teraz to go zdenerwowałem. Zacisnął ręce w pięści aż pobielały i
spojrzał na mnie z furią w oczach. Przełknąłem ciężko ślinę i uważnie zacząłem
mu się przyglądać. Podszedł do mnie, podniósł dłoń do góry mierząc się do
uderzenia i.. zamarł. Zamiast mnie uderzyć złapał za wazon stojący na szafce
nocnej i cisnął nim o podłogę. Szkło roztrysnęło się dookoła, jednak on zdając
się tego nie zauważać po prostu wyszedł. Szybkim krokiem opuścił pomieszczenie.
- Co
w niego wstąpiło? Tak bardzo wstrząsnęła nim prawda? – pytałem sam siebie. Nie
będę się nad tym zastanawiać. Trzeba to posprzątać.
Wstałem
zaciskając mocno zęby i starając się zadać jak najmniejszy ból. Siedząc już, a
nie leżąc zwlekłem się na kolana i zacząłem zbierać większe odłamki szkieł. Nie
przejmowałem się mniejszymi które raniły moje kolana czy stopy. Większy ból
znosiłem.
Gdy
szkło było już sprzątnięte wyrzuciłem je do kosza w ubikacji. Zostałem tam
przemywając ranki. Poczekałem, aż krew przestanie płynąć i zaschnie tworząc
małe strupki. Dopiero wtedy wróciłem do sypialni i padłem z powrotem na łóżko. Zastanawiałem
się czemu Pan po prostu mi nie przyłożył. Przecież jestem nikim. Kto by się
przejmował jednym głupim istnieniem. Chodzą ich po tym zakłamanym świecie
jeszcze miliardy. Może wybierać ile wlezie. Najlepiej niech mnie po prostu
zabije i będzie spokój. Nie mając ochoty na nic kompletnie postanowiłem iść spać. I tak nie mógłbym za dużo zrobić w moim obecnym stanie. Nie chciałem dodatkowo podpadać, więc nie wchodziłem pod kołdrę. Zasnąłem na pościeli.
Budząc się poczułem, że leżę na czymś, pod czymś i coś mnie trzyma. Otworzyłem jedno oko do którego zaraz dołączyło drugie rozszerzając się w zdziwieniu. Otóż tak. Jak się okazuje leżę pod kołdrą, na klatce piersiowej Pana, który na domiar tego obejmuje mnie szczelnie. Gdyby nie to, że jest mi tak wygodnie i cieplutko to już dawno bym zwiał. Zamiast tego teraz leżę i wdycham zapach Pana. Muszę przyznać, że pachnie bosko... Zaraz stop! Nie mogę zapomnieć o wczorajszym. Szybko się podniosłem sycząc z bólu. Mądry ja zapomniał o żebrach. Niestety wstając wyrwałem się z objęć Pana czym go obudziłem.
wtorek, 27 sierpnia 2013
12.
Obudziłem się gwałtownie. Śnił mi
się koszmar. Nawet się nad niczym nie zastanawiałem po prostu wychyliłem za
łóżko i zacząłem wymiotować. Jak sobie przypomnę co Alan zrobił z Panem na
moich oczach to zbiera mi się na płacz. We śmie kazał mi patrzeć jak obdzierał
go ze skóry, wyrywał mięsień po mięśniu, organ po organie. To było obrzydliwe.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że zjadał wszystko po kolei. Był cały brudny od
krwi, którą sam zaczął się smarować. Spoglądał na mnie wtedy z wielkim błogim
uśmiechem na twarzy. To było okropne i wszystko działo się jakby w spowolnionym
tempie.
Gdy w końcu torsje mi minęły
odetchnąłem głęboko czując ból. Znowu żebra. Opadłem na poduszki i bałem się
zamknąć oczy w obawie, że cały koszmar zacznie się pojawiać znowu i znowu. Czemu
ja mam tak chore sny?
Nie wiem jak długo leżałem, ale gdy
zobaczyłem, że Pan wchodzi do pokoju rozpłakałem się ze szczęścia. Dopiero
teraz naprawdę uwierzyłem, że to był sen.
- Co się stało? Coś cię boli? Czemu
płaczesz? – spytał zauważając łzy spływające po mojej twarzy. Przysiadł koło
mnie, a ja nie zastanawiając się co robię podniosłem się i wtuliłem w niego. Wdychałem
głęboko jego zapach do póki nie zacząłem się uspokajać. Cieszyłem się, że Pan
mnie nie odtrącił. Jednak zaraz przez głowę przeszła mi myśl, że on po prostu
się nade mną lituje. Momentalnie odczepiłem się od niego i opadając na materac
zacząłem wycierać twarz.
- Przepraszam. – wyszeptałem. – Nie
karz mnie. – dodałem, a Pan spojrzał na mnie nic nie rozumiejącym wzrokiem.
- O czym mówisz? – spytał w końcu.
- No bo.. Ja nie wytrzymałem. –
wybełkotałem.
- Eee? – zaiste mądra była jego
mina.
- Na dole. – powiedziałem tylko i
wskazałem na drugą stronę łóżka. Pan pochylił się nade mną żeby zobaczyć na co
pokazuję, a potem roześmiał się. Tak po prostu zaczął się śmiać. Ze mnie?
- Głupol, za co mam cię karać? Przecież
to nic złego. – zamurowało mnie kompletnie. On serio nie ma mi tego za złe, czy
tylko udaje i zaraz każe mi to sprzątać?
- Ale.. – wyjąkałem jednak mi
przerwał.
- Nie ma „ale”. Każdemu mogło się
zdarzyć. Chodź. – wziął mnie na ręce i wyniósł z pokoju. Zaniósł piętro wyżej.
Nawet nie zwracałem uwagi na wystrój. Byłem zbyt zawstydzony ukradkowym
spoglądaniem na Pana. Wszedł ze mną do jakiegoś dużego pokoju z wielkim łożem.
- Co to za pokój? – domyślałem się,
ale wolałem się upewnić.
- Mój pokój. Nie będę cię trzymać w
tamtym. Tu dojdziesz do siebie. Więcej pokoi z łóżkami nie mam. – odparł potwierdzając
tym samym moje przypuszczenia. Rozejrzałem się ciekawsko dookoła i uznałem, że
ma gust. Całe pomieszczenie utrzymane było w jasnych kolorach. Beżowe ściany idealnie
komponowały się z kremowym dywanem i zasłonkami tego samego koloru. Mały
jasno-brązowy stolik mniej więcej na środku koło którego stały dwa białe fotele
i mała kanapa. Ja za to obecnie leżałem na wściekle czerwonej pościeli.
- Zostań tu, muszę załatwić kilka
spraw. Możesz skorzystać z ubikacji. – wskazał na drzwi, które dopiero teraz
zauważyłem. – Nie przemęczaj się. – dokończył i wyszedł.
Leżałem sobie na wygodnym materacu
i rozmyślałem. Po co Pan mnie tu przytachał? Równie dobrze mógł mnie tam
zostawić. Co za problem sprzątnąć wymiociny? Ehh czasami go nie rozumiem. Na
dodatek jeszcze pozwala mi korzystać z ubikacji? Nie uderzył on się dziś
czasem? Coś z nim jest nie tak. Tylko co?
- Skoro pozwolił to głupotą by było
nie skorzystać. – powiedziałem sam do siebie i powoli się podniosłem. Na
chwiejących się nogach doszedłem do drzwi łazienkowych. Otworzyłem je i powitał
mnie przyjemny jasnoniebieski kolor oraz wielka mogąca pomieścić spokojnie z dziesięć
osób wanna. Podszedłem do niej i odkręciłem kurek napuszczając wody. W między
czasie zacząłem się rozbierać. Odwinąłem także bandaż elastyczny. Spojrzałem do
lustra i się przeraziłem, wyglądałem strasznie.
Zakręciłem kurek i powoli zacząłem
się wsuwać do wody. Już prawie siedziałem, gdy zauważyłem na jednej z półek
płyn do kąpieli. Wycofałem się i sięgnąłem do lawendowy płyn. Zaraz po
odkręceniu uniósł się przyjemny zapach. Gdy wlałem trochę do wody stał się
tylko jeszcze bardziej intensywny. Odłożyłem pojemnik i na powrót zacząłem
wchodzić do wody.
- Ach jak przyjemnie. – westchnąłem
i postanowiłem trochę tak posiedzieć. Pierwszy raz od naprawdę dawna czułem się
w pełni rozluźniony. Nawet nie wiem kiedy moje powieki zrobiły się strasznie
ciężkie i całkowicie odleciałem.
Obudziłem się w łóżku przykryty
dokładnie i na powrót obwiązany bandażem elastycznym, dziwne. Dałbym sobie rękę
uciąć, że tu nie zasypiałem. Rozejrzałem się po pomieszczeniu nieprzytomnym
wzrokiem dopiero po chwili zauważając wpatrzonego we mnie Pana ze zmarszczonymi
brwiami. Jego mina nie wróżyła nic, a nic dobrego. Czyli mam przesrane.
wtorek, 20 sierpnia 2013
11.
Pan tak jak powiedział przyszedł po
godzinie już spokojny. Był z nim jakiś koleś. Całkiem miły. Stwierdził, że mam
złamane dwa żebra. Nie no po prostu geniusz. A ja sam o tym nie wiedziałem.
Głupi by się domyślił, serio. Zwłaszcza, że najmniejszy ruch czy dotyk bolał
zajebiście. Także gratulacje, że do tego doszedł, serio trzeba być ekspertem.
Jakby mnie ręce nie nawalały, to bym mu nawet zaklaskał.
Nie no po prostu super. Nie ma to
jak być ciasno obwiązanym bandażem elastycznym. Teraz mimo, że mniej boli to
ruszyć się całkowicie nie mogę. Dziwne, że ten cały doktorek nic nie powiedział
widząc inne rany. Nie możliwe, żeby ich nie zauważył.
- Jak się czujesz? – Pan wyrósł
przy mnie jak spod ziemi. Nawet nie wiem kiedy zostaliśmy sami w pomieszczeniu.
Muszę przestać myśleć.
- Lepiej. Co z Alanem? – nadal się
o niego martwię, przecież zrzucenie z łóżka nie jest przestępstwem, o ile za to
mu się oberwało.
- Interesuje cię on? A może ci się
spodobał? – zaczął wypytywać. Jak mu mogło coś takiego wpaść do głowy? Za nic w
świecie bym się nim nie zainteresował.
- Nie! – krzyknąłem i zaraz
zamilkłem. Pan przez chwile miał jakby zdezorientowany wyraz twarzy, jednak to
była tylko sekunda.
- I po co się unosić? Odpoczywaj
teraz. Alanem się nie przejmuj. – po tych słowach wstał i wyszedł. Nie no
pewnie. Bardzo mnie tym pocieszył i uspokoił. Mam się nim nie przejmować.
Chociaż może rzeczywiście nie warto? Sam już nie wiem. Zrezygnowany znowu
zacząłem myśleć. Tym razem moją głowę zaprzątała myśl po co wzywał do mnie
lekarza i chciał pomóc mi doprowadzić się do porządku skoro i tak się mnie
pozbędzie, bo raczej nie zostawi mając Alana i nie wypuści na wolność w obawie,
że komuś powiem co robi. Nawet jeśli nie znam jego imienia, to wiem jak
wygląda. Są przecież te całe portrety pamięciowe i takie duperele, ale przecież
bym go nie wydał. Prędzej bym ze sobą skończył.
- Spałeś coś? – i znowu prawie padłem
na zawał. Czy on musi mnie tak straszyć?
- Nie, cały czas myślałem. Ile
czasu byłem sam? – nie wiem czy wolno mi pytać, ale zaryzykowałem.
- Z pięć godzin, już wieczór. –
odpowiedział i przysiadł na skraju łóżka. Popatrzył po mnie po czym sięgnął na
ziemię i podniósł z niej miskę z wodą i ręcznikiem. Zaczął delikatnie
przecierać moją twarz i odsłonięte kawałki skóry, a głupi ja oczywiście
zacząłem palić buraka, bo jakże by inaczej.
- Powinieneś odpoczywać, żeby
szybciej odzyskać siły. – rzekł i pogłaskał mnie po głowie. Czemu daje mi tyle
czułości? Czemu taki jest? To mi nie pomaga. Nie chcę nic do niego czuć, bo
wiem, że to nie ma sensu, ale mimo to chcę żeby się mnie nie pozbywał. Żeby
Alana nie było, ale to niemożliwe. To chore. Cała moja sytuacja jest chora o
mnie nie wspominając. Leżałem sobie cicho pozwalając mu na co tylko chciał, ale
on jedynie siedział i na mnie patrzył. To zaczynało być irytujące jednak nic
nie mówiłem.
- Jesteś głodny? – spytał w końcu.
No tak, to byłoby zbyt piękne jakby siedział cicho. – Wyglądasz okropnie,
strasznie schudłeś. – a czyja myśli to wina? Może moja? No nie bardzo.
Spojrzałem na niego dziwnie, a on nic sobie z tego nie robiąc po prostu
wyszedł. Wrócił po jakimś czasie z talerzem kanapek i zaczął mnie karmić. Biedna
ofiara losu czyli ja nawet nie mogłem sam rąk podnosić.
- Już nie mogę. – powiedziałem patrząc
z przerażeniem jak łapie za kolejną kanapkę. Jakbym ją zjadł to pewnie niezłe
przedstawienie by było.
- I tak dużo zjadłeś, a to dobrze. –
powiedział dziwnie jakby nieswoim głosem.
- Co się dzieje z Alanem? Za co go
ukarałeś? – najwyżej mi nie odpowie, raczej mnie nie uderzy zważając na mój
stan więc mogę trochę powypytywać.
- Nie zaprzątaj sobie tym głowy,
nic mu nie jest. Gdyby nie pozwalał sobie na za dużo to bym go nie karał. –
fajnie. Dużo się dowiedziałem. Serio, teraz już na pewno wiem za co go skatował.
- Jestem zmęczony. Dobranoc. –
zamknąłem oczy chcąc zostać sam. Ziewnąłem do tego o dziwo nie udając. Może
rzeczywiście przyda mi się odpoczynek.
- Dobranoc. – pocałował mnie i
wyszedł. Nie wiem czemu, ale dzięki temu jakoś łatwiej mi się zasnęło. Może
jednak się mnie nie pozbędzie? Może jednak coś dla niego znaczę?
wtorek, 13 sierpnia 2013
10.
- Nie podoba ci się? Mówiłeś, że
ten najlepszy. – normalnie musiał to powiedzieć co? Miałem ochotę go zabić, ale
nie mogłem się ruszyć i nie przeżyłbym jakbym mu coś zrobił. To głupie.
- Nic przecież nie mówię.
- No właśnie. To mnie niepokoi. Jak
możesz nie wypowiedzieć się o tym pyszczku? – spytał podchodząc do przerażonego
chłopaka i wystawiając przede mnie jego twarz. Odwróciłem wzrok. Co mu tak
zależy na moim zdaniu?
- Dobra, skoro nie chcesz nic
powiedzieć, to on oberwie. Po każdym pytaniu na jaki nie odpowiesz dostanie w
twarz. – powiedział poirytowany i uderzył po raz pierwszy. Usłyszałem syk bólu
i jak coś, a raczej ktoś, bo z pewnością był to Alan upada na podłogę.
- To jak, podoba ci się? – spytał
patrząc po mnie wyzywająco.
- Podoba. – nie chcę, żeby go
przeze mnie bił. Nawet jeżeli najprawdopodobniej ma mnie zastąpić. Chyba humor
mu się poprawił, bo się uśmiechnął.
- Co ci się w nim najbardziej
podoba? – czyli jednak nie poprawił. Dalej zamierza grać w tą grę. Ale co mam
mu powiedzieć? To, że jest tak do niego podobny? Nie mogę tego powiedzieć. Nie,
nie powiem tego. Za nic. Siedziałem cicho jak zaklęty do czasu aż nie
usłyszałem kolejnego uderzenia.
- Odpowiedz do cholery! – wydarł się..
Alan? Tak to na pewno był on. Cholera czemu on chce ze mną tak pogrywać? I po
co kupił sobie tego bachora skoro go katuje? Nie ma się na kim wyżywać? Helooł
tu jestem jak co!
- Oczy! Jego oczy! – krzyknąłem gdy
jego pięść leciała w stronę Alana. Momentalnie zatrzymał dłoń i spojrzał po
mnie.
- Jednak masz język w gębie? …
Grajmy dalej. Co ci się w tych oczach podoba? – kolejne pytanie. Ile ma zamiar
tak grać? A co do oczu to są najbardziej podobne do tych pana. Niemal
identyczne.
- Mam słabość do ciemnych oczu. –
odpowiedziałem zrezygnowany. Cholerny psychol i tak go uderzył. Zacisnąłem
pięści na pościeli nie mając co innego zrobić. Gdybym chociaż mógł się ruszyć. Wiem,
że i tak nic bym mu nie zrobił, ale przecież nie mogę tak po prostu leżeć i
patrzeć jak go katuje.
- Na razie koniec zabawy. Coś
jeszcze wymyślę. – powiedział do mnie. – A potem zajmę się tobą jak należy. –
dodał kierując te słowa do Alana. Przejechał przy tym językiem po ustach z lubieżnym
uśmieszkiem. To może oznaczać tylko jedno.
Zostaliśmy sami. Alan zaczął się
powoli zbierać z podłogi, a ja odwróciłem głowę tak, żeby na niego nie patrzeć.
Wiedząc, że to przeze mnie wygląda jak wygląda po prostu nie mogłem na niego
patrzeć.
- Nie mogłeś od razu odpowiadać?
Cieszy cię mój ból? – syknął znajdując się nie wiadomo kiedy nade mną. W jego
głosie słychać było złość. No to chyba jakiś żart. Że mnie to niby cieszy? Tak
to bym chyba nie odpowiadał nie?
- Pojebało cię? Mogłem równie
dobrze siedzieć cicho, a wtedy by cię zakatował. Przyzwyczajaj się do bólu.
Tego fizycznego i psychicznego. Pan niszczy ludzi od środka i od zewnątrz
jednocześnie. Ty miałeś taryfę ulgową. Ja już pierwszego dnia zostałem
brutalnie zgwałcony. W porównaniu do mnie miałeś sielankę. – odpowiedziałem wnerwiony.
Nie będzie mi szczyl mówił, że specjalnie pozwoliłem go katować. A w ogóle to
co on robi na moim łóżku? – Wypierdalaj z mojego łóżka! Znajdź sobie jakieś
miejsce, ale tu na pewno nie zagrzejesz! – wykrzyknąłem. Alan chwilę się
zastanowił po czym uśmiechnął i zrzucił mnie z łóżka. Gruchnąłem porządnie, a
wszystkie dosłownie rany nie pomijając żeber zapulsowały tępym i mdlącym bólem.
Zrobiło mi się słabo. Taki ból na raz to zdecydowanie za dużo jak dla mnie.
- O kurwa. – powiedziałem spazmatycznie
łapiąc powietrze. Alan jakby mnie nie było. W ogóle nie zwracając na mnie uwagi
uwalił się na łóżku. No pięknie. Nie dość, że sam wybrałem tego pierdolonego
dzieciaka, zostanę przez niego zastąpiony, to jeszcze traktuje mnie jak
śmiecia. Kij z tym, że tak się właśnie czuję, ale nikt poza Panem nie ma prawa
mnie tak traktować. Nie miałem nawet siły, żeby się przekręcić do wygodniejszej
pozycji. Byłem niesamowicie zmęczony i obolały. Zasnąłem mając nadzieję chociaż
przez chwilę nie czuć bólu.
Obudził mnie czyjś krzyk. Do
świadomości zaczęły docierać kolejne dźwięki, które z każdą sekundą były coraz
bliżej. Zacisnąłem powieki i po chwili niepewnie otworzyłem. Dotarło do mnie co
się dzieje. Pan stał nad Alanem i katował go pasem z metalowym zakończeniem. Raz
po raz uderzając zostawił na jego ciele pojedyncze ślady. Alan wił się z bólu
płacząc i krzycząc żeby przestał.
- Przepraszam!.. Nie bij już..! –
nie mogłem tego słuchać. Znalazłem siły, żeby unieść dłonie do uszu i je
zatkać. W tym momencie Pan chyba zauważył, że się obudziłem. Zaprzestał karania
chyba Alana za coś i podszedł do mnie. Bojąc się, że też oberwę szybko skuliłem
się zadając sobie ból. Czekałem na uderzenie, które jednak nie nastało. Zamiast
tego Pan podniósł mnie i trzymając na rękach wyniósł z pokoju zostawiając zrozpaczonego
Alana samego.
- Zrobił ci coś? – spytał mnie
kładąc na jakimś materacu. Spojrzałem na niego momentalnie z niedowierzaniem na
twarzy. On się MNĄ interesuje? Od kiedy?
- Nie.. Jedynie wylądowałem na
podłodze.. Bolą mnie żebra. – powiedziałem w końcu. Pan przez chwile się nad
czymś zastanawiał, a potem pogłaskał mnie ku mojemu zdziwieniu i wstał.
- Daj mi godzinę. Skończę „rozmawiać”
z Alanem i zobaczymy co jest z twoimi żebrami. – powiedział i nie czekając na
odpowiedź wyszedł zostawiając mnie samego.
wtorek, 6 sierpnia 2013
9.
- Kaien obudź się! – usłyszałem krzyk
Pana, a zaraz po tym trzask drzwi i w pokoju zrobiło się jasno. To ja mam tu
światło? Fajnie. Uchyliłem powieki i zobaczyłem nad sobą pięć zdjęć
przedstawiających chłopaków.
- Który ci się podoba? – spytał.
Słysząc jego głos doszedłem do wniosku, że jest podekscytowany. Zerknąłem na
niego i zauważyłem szeroki uśmiech.
- Żaden. – odparłem z przekonaniem,
a ten się naburmuszył.
- No weź, wybierz jednego. Chcę
któregoś ściągnąć do pieprzenia. Ciebie teraz nie mogę. – powiedział a mnie coś
ukuło w środku. Znudziłem mu się? Już mnie nie chce? Coś bardzo mocno ścisnęło
mi żołądek i za nic nie chciało puścić. Spojrzałem na Pana z bólem w oczach,
ale on zdawał się tego nie widzieć.
- No to który? – ponowił pytanie, a
ja miałem ochotę złapać każde zdjęcie po kolei i podrzeć je w drobny mak.
- Po co pytasz mnie o zdanie? Chcesz,
żebym znał swego następcę? – spytałem zamykając oczy. Nie chciałem patrzeć ani
na fotografie przed sobą, ani na osobę, która właśnie tak bardzo mnie rani.
- Oh no nie dąsaj się. Wybierz
jedno. – cały czas zachęcał puszczając to co mówię mimo uszu. Kolejne ukłucie.
Postanowiłem wybrać jedno dla świętego spokoju, a potem cierpieć w samotności,
aż w końcu przyjdzie i się mnie pozbędzie, bo to przecież dla niego nie kłopot.
On może mieć wszystko, a ja nawet nie mam własnego zdania. Nic nie mam, jedyne
co mogę to czekać, aż przyjdzie i albo mnie skatuje, albo zgwałci. Nawet nie
mogę się nie zgodzić, bo będzie tylko gorzej.
Uniosłem powieki i zacząłem
przyglądać się każdemu zdjęciu po kolei. W końcu po dłuższym czasie uniosłem
powoli drżącą rękę i wziąłem jedno zdjęcie przedstawiające lekko umięśnionego
bruneta. Był on w pewien sposób podobny do Pana. Będzie im razem dobrze.
- Ten. – powiedziałem podając mu
fotografię.
- Nie powinieneś się ruszać, cała
ręka trzęsie ci się z tego wysiłku, jeszcze nie masz na tyle sił. – powiedział udając
zatroskanie. Żeby on wiedział jak bardzo się myli. Ręka mi drży tylko i
wyłącznie dlatego, że skazałem właśnie jakąś osobę na życie takie jak moje. W
bólu i cierpieniu. W nieszczęściu i niewolnictwie. W tym pieprzonym więzieniu,
gdzie umrze, tak jak ja. Poniżony i zbrukany.
- Dzięki. – usłyszałem trzask drzwi
i światło zgasło pozostawiając mnie samego z moim cierpieniem. Na co ja
liczyłem? Że ten wyniosły mężczyzna się zakocha.. We mnie? W zabawce do
pieprzenia i bicia? Pojedyncza gorąca kropla pełna bólu wypłynęła tworząc ścieżkę
na policzku. I po co wyję? Nie powinienem mieć uczuć. To tak boli. Wiedza o
tym, że Pan będzie miał nowego niewolnika tak bardzo boli. Nie chcę tego czuć.
Myślałem, że jestem i będę jedyny. Wyjątkowy. Że pewnego dnia Pan mnie pokocha.
Głupie to wiem, ale to ja. Jestem nienormalny. Kolejna łza, za którą pojawiły
się kolejne, a ja pogrążyłem się w całkowitej rozpaczy. Dlaczego musiałem się
zakochać? Dlaczego?
- Popierdoliło mnie. Niech już
lepiej przyjdzie i mnie zabije skracając męki. – szeptałem w spazmach płaczu. Zacząłem
się trząść od natłoku negatywnych emocji. Dopiero teraz do mnie dotarło, że dla
niego jestem tylko pierdoloną zabawką, którą jak się znudzi może wyrzucić.
Sam nie wiem kiedy zasnąłem
wyczerpany niekończącym się płaczem i zacząłem śnić scenę swej śmierci. Pan
patrzył tam na mnie z pogardą, a u jego boku zobaczyłem tego bruneta z
parszywie tryumfalnym uśmieszkiem. Zobaczyłem nóż który miarowo nacinał moją
skórę odcinając ją płatami. Krew wypływała nie szczędząc w okazywaniu jak jej
dużo. Podłoga z każdą chwilą przybierała kolor szmaragdu, a ja leżałem
bezwładnie i patrzyłem prosto w te czarne tęczówki. Z ostatnim tchnieniem z
mych ust wydostało się tylko jedno słowo. „Przepraszam” tylko to powiedziałem.
Nie wiem nawet czemu, Przecież nic nie zrobiłem. Pan patrzył na moje martwe
ciało oblizując ostrze, a jego nowy zwierzaczek splunął na mnie i od tak wpił
się w jego usta zapominając o moim istnieniu które przed chwilą odeszło.
Otworzyłem gwałtownie oczy i
zacząłem łapać powietrze jakbym nie oddychał od wieków. Gdy już upewniłem się,
że to był tylko koszmar zacząłem na nowo płakać, ale na moje zdziwienie doszedł
do mnie drugi, bardziej cichy szloch. Momentalnie zaprzestałem łkania i
starałem się wykryć źródło drugiego dźwięku.
- Kim jesteś? – spytałem lokalizując
trzęsącą się kupkę w okolicy biurka. Na moje słowa postać momentalnie zamarła.
Dotarło do mnie kim on jest. Szybko go sprowadził. Ciekawe, czy już go
wyruchał, czy jednak jeszcze nie, a może zrobi to na moich oczach, żeby pokazać
jak dobrze jest mu z kimś innym.
- Podejdź tu, ja nie mogę się
ruszyć. – powiedziałem, a po chwili zobaczyłem jak niepewnie podchodzi do
łóżka. Gdy już był tak blisko, że mogłem go zauważyć dostrzegłem jego
przerażenie na mój widok. Nie dziwię się, że tak zareagował, pewnie zdaje sobie
sprawę, że czeka go to samo.
- Jak się nazywasz? – zadałem kolejne
pytanie. Może chociaż na to odpowie.
- Alan. – wyszeptał niepewnie
wycierając mokre oczy.
- Nie płacz. Jak się tu dostałeś?
- Ja.. Sprzedali mnie. – powiedział
załamany, a ja rozszerzyłem oczy. To dlatego było ich pięciu. Wziął go z
jakiejś aukcji. Nie odezwałem się już. Nie chciałem nic więcej wiedzieć. Nie
teraz. Teraz chcę być sam. Niestety.
- Widzę, że się poznaliście. –
dosłyszałem i światło się zapaliło. – Śliczny co? – nic nie odpowiedziałem. Wiedziałem
jak bardzo się cieszy ze swojego nowego nabytku. To zabolało, znowu. Teraz
tylko czekać, aż ze mną skończy. Tak pozostała tylko kwestia czasu, aż
nadejdzie mój czas, bo po co mu ja, gdy ma go.
Subskrybuj:
Posty (Atom)